niedziela, 10 lutego 2013

nowy wygląd, nowe inspiracje.


Po pierwsze, witam, po drugie, co uważacie o nowym wyglądzie bloga? Nie wiem, w komentarzach piszcie, podpatrzyłam gdzieś takie jakby ankiety pod postami, poszperałam w projektancie bloga, czy co to jest, niby znalazłam, ale nie umiem / nie da się dodać takiego czegoś do jednego posta. Najwidoczniej mnie to przerasta. No i bardzo miło jest widzieć komentarze....
Posłuchałam wypowiedzi pod ostatnim postem (klik), zmieniłam tło, (zaskoczyło mnie to, że blogger automatycznie dobrał mi kolory do niego), postanowiłam dodać trochę zdjęć i zmieniłam czcionkę. Co prawda, ja nie miałam zazwyczaj problemów z jej odczytaniem, być może dlatego, że poniekąd pamiętałam co napisałam, ale dla dobra innych ją zmieniłam... Ta moja czcionka, podobała mi się. Tak się składa, że dzisiejszy post będzie jednym z tych "off-topic", nie bardzo mam o czym pisać. Wróć. Mam o czym pisać, ale przekonałam się o tym, że sam temat nie wystarczy. Żeby napisać coś fajnego i żeby nie było to jakieś masło maślane, muszę najpierw przemyśleć ten temat. Nieraz zasiadałam przed kompem i zaczynałam pisać, tak po prostu, bez zastanowienia nad tym, o czym piszę, to kilka zdań było nawet ok, ale reszta praktycznie była o tym samym i nic z tego nie wynikało. Tamte posty właśnie należą do grupy tych zachowanych jako "wersje robocze" albo usuniętych z komputera i mojej pamięci. Chyba teraz właśnie wyszło mi takie masło maślane, ups. No, a przechodząc do mojej osoby - weekend minął mi całkiem miło. Piątek przeznaczony na relaks i całkowity chillout, w sobotę trzeba było się pozbierać do wielkiego sprzątania. Przy mamie, która ma <prawie>obsesje na punkcie czystości mieszkania, trochę mi to zajęło, później wylądowałam w sklepach i galeriach, nie obyło się bez spiny i awantury z rodzicielką (ah, ci rodzice <3), ale mimo wszystko zrobiłam (jak zwykle) zupełnie nieoczekiwane zakupy. Nie, nie będę wymieniać co kupiłam i gdzie, bo poczuję się jak kolejna z tych "fashionerek", a nie czułabym się w tej roli za dobrze. Lubię ciuchy i takie sprawy, ale nie czuję tego, żeby się dzielić z innymi moim stylem. Jest mój. Tak mi się wydaje.


Dzisiaj się wybrałam rano (taa, jasne, rano - godzina jedenasta) na narty, znowu poczułam ferie, znowu napadało jeszcze więcej śniegu, a zima podobno będzie dłuuuga i łagodna. Sama nie wiem czy to dobrze. Może się ktoś ze mną wybierze jeszcze na łyżwy? Się zobaczy. Czekam na ładną pogodę, żeby wypełznąć na dłużej z cieplutkiego domu. No i co tu jeszcze napisać... Czekam na oceny. Jak Ci się spodobało, zaobserwuj, może jeszcze                                             tu zaglądniesz? ;)


1 komentarz:

  1. Zmiany doobre.:)
    Życzę powodzenia, oczywiście obserwuję.:)
    Teraz się reklamuj.:P
    http://w-pogonizamarzeniami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń