Rzygam już tą pogodą, naprawdę. Wprowadza melancholię i depresję. Wszystkim się ta pogoda udziela, tacy źli chodzą. Jak bomby zegarowe, gotowi zawsze do wybuchu.
Dzisiaj mama mi oznajmiła, że czas na świąteczne porządki. Na początku nie wierzyłam, przecież zmęczona jestem, przecież szkoła, ale, przecież, dopiero przyszłam, ale.. No ale. Szafki, mieszkanie wypucowane, okna umyte. Właśnie, okna świeżo umyte, a tu deszcz. W szkole, do niedawna mieliśmy w klasie jeszcze choinkę, jakoś nie czujemy wiosny. Mi teraz bliżej do wigilii i pierogów niż do mazurków i jajek. Ale święta = ferie. Duży plus. Z okazji "wiosny" wszyscy wokół się dietują i odchudzają. Idąc w ślad mojej przyjaciółki, która postanowiła nie jeść słodyczy do wakacji (pomimo wielkiego podziwu i miłości do niej, nie sądzę, że jej się to uda), postanowiłam wreszcie spełnić kolejny cel z listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią i nie też nie jeść słodyczy, ale przez tydzień. Wczoraj dzielnie wytrzymałam, aż wieczorem mama wcisnęła we mnie ciastka i ciasto. Tłumaczyłam jej, że pomysł o oczyszczeniu się ze słodyczy, których jak się okazało, jem stanowczo za dużo (wcale nie patrząc na te ilości przez pryzmat jakichś diet i cudów, a żyjąc zdrowo jak zdrowy człowiek). Ale nie dotarło i widząc w jej minie i oczach nadchodzące niebezpieczeństwo kazania pod tytułem "znowu się odchudzasz?! dobrze wiesz, że masz przytyć!" już poświęciłam dzień męki. Zaczęłam dziś, dzielnie wytrwałam w postanowieniu. Liczę, że chociaż kilka dni zdrowszego życia mi pomoże, chociażby na wygląd mojej cery, która jak to przystało na wszystko wokół na wiosnę, "kwitnie".
A odczuł w ogóle ktoś, że był dziś pierwszy dzień wiosny? Dzień wagarowicza, jak kto woli. Ja się zorientowałam, kiedy nauczycielka od gegry powiedziała, że lituje się dziś z uwagami, jedynkami i naganami (których w mojej klasie nie brakuje) ze względu na rozpoczynającą się wiosnę. Miłosierdzie nauczycieli. Dzień wagarowicza niespecjalnie mnie interesuje, jak bardzo się chce iść na wagary, to można zawsze, a mam wrażenie, że w takie pseudo "święto" może być większy przypał w mieście, to i po co stwarzać sobie problemy?




Ja też już czuje lato ^^... Cały czas odliczam do wakacji :)
OdpowiedzUsuńŚwietny blog ^^
+obserwuję :P
zapraszam do mnie na najnowszy post ♥♥♥
http://fotografowaniex.blogspot.com/
Ja na szczęście nie mieszkam w Polsce, więc mogę cieszyć się ładną pogodą, ale gdy jest deszcz, ponure niebo i ogólnie szaro-buro, to także mam skłonności do melancholicznego nastroju. Co to za wiosna bez kwitnących kwiatków xd Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńOdliczam ;) U mnie ostatnio także interwencja mamy ;)
OdpowiedzUsuńŚLICZNY BLOG! <3
OdpowiedzUsuńROBISZ NAGŁÓWKI? BŁAGAM NAPISZ NA GG 37743945 : ) PILNEE!!
zapraszamy na naszego bloga :)
OdpowiedzUsuńwww.witaj-w-naszym-swiecie.blogspot.com