Stało się. Założyłam Twittera. Jak to się stało? Miałam (co ja gadam, dalej mam) przerażająco dużo nauki na jutro, konkursy i te sprawy, sztuka i historia, no i tak siedząc nad kartkami i notatkami sztuk sto albo nawet i więcej, przełamałam "pierwsze lody" z twitterem. A bardziej po ludzku mówiąc, za nic się nie mogłam skupić i zaczęłam się bawić telefonem, a w trakcie tej zabawy natknęłam się na "widżet" twittera no i dołączyłam do tamtejszego społeczeństwa. Dlaczego?
A bo mam koleżankę, tę samą co mnie zainspirowała do założenia tego bloga (tak, możecie ją teraz przekląć - przez nią truję wasz żywot swoimi problemami i problemikami), no i podobnie jak z blogiem, podpatrzyłam tego całego twittera u niej no i się przekonałam. Że niby to takie fajne, co? Czy ja wiem, strona dla ludzi, którym się nudzi lub mają niepohamowaną potrzebę dzielenia się każdym szczegółem swojego życia ze światem. I ja chyba taką potrzebę mam. Dzielenia się sobą. Niby zawsze krytykowałam i nigdy mi się nie podobało jak ktoś pisał co godzinę, że na śniadanie zjadł kanapkę z masłem i pomidorem, popił to herbatą, za godzinę musi pędzić na zajęcia i ma zaparcia, cholera wie dlaczego. Naprawdę, denerwowało mnie to. Ale chyba weszłam w towarzystwo instagramowe, twitterowe i facebookowe i podobnie jak niektórzy moi znajomi zaczęłam wpadać w ten nałóg. Aż strach pomyśleć, co ja zrobię jak w wakacje wyjadę na jakąś wieś zabitą dechami i nie będzie zasięgu. A co jeśli się całkowicie uzależnię? Przecież są skrajne przypadki, u których korzystanie z twittera jest porównywalne z oddychaniem. Tylko mam problem ze znalezieniem wartościowych ludzi na tym całym twitterze. Przeważnie trafiam na "sławne" osoby, które zazwyczaj piszą, gdzie można je ewentualnie spotkać, chętnie porozdają autografy, albo, że wyszła jakaś tam płyta. No niby to fajnie, wiem kiedy są nowe płyty, jeszcze przed czasem. I jeszcze przed czasem przeżywam kryzys i załamanie nerwowe, przecież nie wykupię połowy empika. Jak do tej pory zaćwierkałam... trzy razy? No chyba trzy. Muszę się oswoić z tą szatańską stroną, której obsługa na razie jest dla mnie czarną magią. Koleżanka, która mnie zaraża tymi wszystkimi chorobami współczesności i chorobami portali internetowych, powiedziała mi ostatnio, że na naszym przystanku jest wi-fi (ja się pytam skąd!? router na przystanku?) no więc będę spacerować chodniczkiem i za każdym razem obok wspomnianego przystanka aktualizować stronę z wróblem w logo. Tak, to wróbel. Napisałam wróbel, bo dziwnie by zabrzmiało "strona z ptaszkiem". Anyway. Podwijam kiecę i lecę tweetować, retweetować, czatować, blogować.. Słodki Jezu, ile tego jest.


P.S.: Te nazwy.. tweetować, retweetować, blogować, bla bla bla, czasami mojej mamie się zdarzało pytać, co ja robię w tym internecie tyle czasu i jak już pytała to chciała znać szczegóły. Jak jej teraz wymieniam te wszystkie zwroty, to jest to dla niej nokaut. Słysząc słowa, o których istnieniu nie miała pojęcia automatycznie się wycofuje. Ach, jak pięknie. <3
Tam taram tam tam !! P.S.2: Ma ktoś z odwiedzających mego bloga instagrama, względnie twittera? przypominam się: insta: @wwiewiora , twitter: @wwiewioreczka
Tak, reklama nawet na tak wcale nie popularnym i nudnym blogu jak mój. Tak bardzo komercha. Pozdrawiam.
Kocham Twoje wpisy.xd
OdpowiedzUsuńPiszesz tak luzacko, bro.:-D
No tak, Ty mi tu piszesz o zakladaniu tweetera a ja dzis mialam mysli o usunieciu fb.(chcialam zmienic swoje zycie, if you know what I mean.)
believe-in-yourself-poland.blogspot.com
Haha. "tweeter"?... pogrążylam sie.:-D
UsuńTeż mam dużo nauki, a jutro próbne masakra. Swietny wpis . Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMasakra...
OdpowiedzUsuńAle co tam. Ja nie mam "tłitera" ale często czytam np. Gerarda Pique. :P
Ja mam twittera ,ale tylko po to żeby czytać o osobach ,które lubie :3 Teraz będę miała test kompetencji i też mam sporo nauki. obserwuję i liczę na to samo :3
OdpowiedzUsuńhttp://juli-jui.blogspot.com/
Też wciągnęłam się w nałóg tweetowania, głównie przez nudę... @Juliaa_Julaa
OdpowiedzUsuń