Friends are angels who lift us to our feet when our wings have trouble remembering how to fly.
Dzień dobry, wyspani? Bo ja tak, ostatnio tak mnie rozsadza energia od środka, że nawet nie potrzebuję spać. Pisałam wczoraj wieczorem z przyjaciółką i tak z rozmowy o proporcjonalności cycków (wat da fak?) przeszłyśmy do mojego bloga i tego, o czym mam pisać. Zbierałam tematy, mam ich całkiem sporo, więc trochę się będę rozpisywać. Na dzisiaj, przewodnim, hm, tematem jest przyjaźń. W skrócie, kurcze, może nie zawsze widać, ale przyjaźń jest dla mnie najważniejsza. Przyjaciele w sensie, że. Kiedyś natknęłam się na piękny cytat, że przyjaciele są aniołami, które nas podnoszą, gdy nie pamiętamy jak latać. Jeśli w grę wchodzi prawdziwa przyjaźń, to prawda. Jeśli o mnie chodzi, mam chyba szczęście mieć kilku takich przyjaciół (och, nie obejdzie się bez tego, pozdrawiam Was, miśki <3). Niestety, chyba sama nie raz, nie poradziłabym sobie, a raczej nie zrobiłabym czegoś, co zrobiłam bo akurat byłam z przyjacielem. I wydaje mi się, że nie tylko ja. Ludzie sami, prędzej czy później sobie nie dają rady. Przyjaciel jest osobą, przy której, bez problemu jestem sobą, która mnie zna i mimo wszystko ignoruje pewne wady. A przyjaźń damsko-męska? Istnieje, czemu nie? Trzeba tylko umieć zachować pewne granice, żeby się to nie rozpadło, bo taka przyjaźń jest może być bardzo fajna. ;3 No, a tak w ogóle, to z kim niby mamy najwięcej najlepszych wspomnień? Z przyjaciółmi. To im między innymi zawdzięczamy to, że za 50 lat usiądziemy w fotelu, z albumem na zdjęcia (no przy dzisiejszej technologii to chyba z iPodem.... tak, popsułam atmosferę) i oglądając je, będziemy mogli uśmiechać się sami do siebie. To na tyle, krótko i chyba niezbyt przejrzyście (takie mam wrażenie) ale w pewien sposób się wypowiedziałam. Miłego dnia, zajrzę wieczorem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz