wtorek, 30 kwietnia 2013

work, school and some other shit.


Żeby nie było, wcale nie propaguję nienawiści do pracy i szkoły. Wręcz przeciwnie. Bez pracy i szkoły życia by nie było. A raczej nic w tym życiu. To tak dla jasności, po prostu na poczekaniu wymyśliłam tytuł. Zawsze wymyślam tytuły na poczekaniu....

Zabieram się do tego posta już czwarty raz i za każdym razem mam mniej w głowie. Teraz to mi już całkowicie wypadły wszystkie pomysły. Ale zobaczymy, jakoś to będzie, spróbuję napisać całkowicie bez zastanowienia, z głębi serca. Wybieram się już dłuższy czas do biblioteki, chyba czas się zmobilizować. A tymczasem zabrałam się po raz kolejny do czytania pamiętnika narkomanki. Moja pierwsza książka Rosiek. Nawet nie pamiętam czemu się kiedyś za nią zabrałam. Być może dlatego, że zderzyłam się z "ciemną stroną" mojego otoczenia i dostrzegłam "zło", które wbrew moim wyobrażeniom było znacznie bliżej. Dostrzegłam ćpunów, alkoholików, schizofreników, wszystkich. Mam syndrom prześwietlania ludzi. Kocham patrzeć ludziom w oczy. W oczach widać wszystkie uczucia, problemy. Oczy to zwierciadło duszy, nawet najbardziej fałszywe osoby się przez nie nie zakryją.
Co mnie tak wzięło na powrót do tej książki? Sama nie wiem, jak ją czytam, pewnie jak wiele osób, mam wreszcie poczucie, że inni również mają problemy i nie są to problemy typu, muszę coś zaliczyć, albo się z kimś pokłóciłam, a raczej coś głęboko w sercu. Tak, chyba każdy kiedyś odczuł coś, co niekoniecznie potrafi nazwać. I ja się tego pozbywam chyba właśnie pisząc... I czytając. Wbrew pozorom, nie zajmuję się tylko wspólnym marnowaniem czasu ze znajomymi, ewentualnie z czekoladą, przed telewizorem, na kanapie. Muszę zacząć się ruszać. Podobno ruch poprawia humor. W ogóle muszę wyjść do ludzi. Mam nakaz integracji z ludźmi. Jakbym jakaś dzika była. A ja mam znajomych. Tylko rozsianych po całej Polsce i poza nią. A informacja , że jadę gdzieś poza miasto, co gorsza, do miasta, gdzie nigdy nie byłam, do tego sama i jeszcze naszą wspaniałą polską koleją, dla mojej mamy, która przy głupim wyjeździe "na miasto" wróży mi, że mnie zaatakują, porwą, uduszą, zgwałcą, zabiją i sprzedadzą moje organy mogłoby być delikatnym wstrząsem. Ale to z troski. Chyba nawet wzajemnej. Już rodzicielce nie suszę głowy o wyjazdy, koncerty, nie daj boże imprezy gdzieś poza najbliższym otoczeniem. Samej w sumie mi nie zależy.




 Zaczęłam mieć własne cele, chyba muszę się rozwijać, nie ważne pod jakim względem, muszę sobie znaleźć zajęcie, hobby. Bo bez tego podobno życie nie ma sensu. A nawet jeśli, to łatwo ten sens jakby zgubić. Przynajmniej tak słyszałam.Ogólnie to podziwiam ludzi, którzy wiedzą co chcą robić w przyszłości. W ciągu ostatnich dwóch lat zmieniałam zawody jak rękawiczki, bywało, że nawet co tydzień chciałam być kimś innym. Dopiero to całe tworzenie i pisanie mnie pokierowało i odrobinę zatrzymało przy pomyśle dziennikarstwa. A jeśli nie dziennikarstwa to na pewno pisania. Cholera wie, a może zostanę fizykiem. Analizując dotychczasowe pomysły, nawet by mnie to nie zdziwiło. Chciałabym zasnąć na 15 lat, albo wyjechać i wrócić po tym czasie i zobaczyć do czego doszli Ci moi znajomi, z ich odważnymi planami i wybujałą wyobraźnią. Chyba nawet bardziej szanuję ludzi, którzy realistycznie patrzą na życie i postanawiają być nawet głupim fryzjerem. Bo to lubią i wiedzą, że mają możliwości, jakieś warsztaty, cokolwiek. Ale jak ktoś siedzi na ławeczce pod blokiem i wyobraża sobie Nagrody Nobla i gruszki na wierzbie to przepraszam bardzo, jak niby do tego zmierza? Sadzając swoje szanowne cztery literki na kawałku skleconej deski z metalowymi rurkami? Przy takiej "ciężkiej" pracy co najwyżej może zostać właśnie gościem, który takie ławeczki maluje, albo produkuje do nich części, ale nie szanowanym lekarzem, albo astronautą. Sama chyba prezentuję taką postawę. Co za wstyd. Czas się wziąć za siebie. Pisać, wysyłać, cokolwiek. Na razie mogę się tylko pochwalić tym blogiem. Ale kto wie, może i to będzie jakiś plus na przyszłość. Trzeba działać i dążyć do spełnienia marzeń, bo gdyby wszyscy zostawali tym, kim sobie chcą być, to na świecie byliby sami prezesi, szefowie, prezydenci, ogólnie "wyższe" warstwy społeczne, a brakowałoby prostych ludzi, robotników, rolników, przemiłych sprzedawców na bazarku... Ale o to właśnie chodzi, zazwyczaj tamte warstwy są wyższe, bo trzeba coś sobą reprezentować, żeby do nich należeć, a jakby każdy, nawet najgłupszy by w nich był, to by nie było żadnej hierarchii.

Oby mnie metka za to zdjęcie nie zabiła. I jakoś to zmniejszanie na blogspocie popsuło jakość.
 W ogóle dowaliłam dziś tymi grafikami...

A tak w ogóle postanowiłam wypełnić puste luki w moim umyśle wszelkiego rodzaju książkami i nadrobić zaległości w filmach. Mam niekończącą się listę filmów wartych oglądnięcia, odgrzebanych gdzieś, nie wiadomo gdzie przez moją osobę, albo poleconych przez znajomych. Poszukuję tradycyjnych wyciskaczy łez, rzadko zdarza mi się płakać na filmach. Nawet na Titanicu nic mnie nie rusza (no tak, jak go oglądałaś 46 razy, to się nie dziw).
Oby ten post nie stracił na objętości, bo niektóre już były uboższe w tekst, ale wracam do formy. Staram się do niej wrócić. Myślcie tam nad życiem, przyszłością, bo jednak najważniejsze są dobre chęci, mam rację? Także tego, pełna dobrych chęci odchodzę się najeść, postaram się niedługo znowu napisać.


7 komentarzy:

  1. W takim razie oddawaj moją książkę złodzieju wredny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna notka :D http://passion-otaku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. świetna notka z resztą jak inne :) Świetna animka ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. ale masz świetną grzywkę !
    powiedz, jak układasz po myciu ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawy post, ja tam za filmami nie przepadam, ale co do książek - mogę Ci polecić całe multum. Ps ładne zdjęcie, zazdroszczę wyglądu ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachęta to Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie, jest za darmo dla wszystkich uczniów szkół artystycznych, a zwykły ulgowy kosztuje jakoś 10 zł. Ja uwielbiam sztuke i wszystko co z nią związane :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha. Wiedziałam, wiedziałam, że skądś Cię kojarzę, lecz dopiero widząc to zdjęcie, dotarło do mnie skąd. Jakże mały jest ten świat - mieszkasz (albo Twoja koleżanka) mieszka na moim osiedlu. Chyba nawet chodziłaś ze mną do szkoły podstawowej : ).

    OdpowiedzUsuń