czwartek, 30 maja 2013

Jak wyleczyć się z depresji...


 ... czyli kolejny chwytliwy tytuł, żeby zwiększyć statystyki. Długo mnie nie było, a co za tym idzie? Opuszczacie mnie wszyscy. O depresji piszę, bo samą mnie takowa dopadła. I do tego ta piękna pogoda. Dawno moje oczy słonka nie widziały. No kto by pomyślał, maj jest. Ja osobiście wpadam w depresję jak...
mam za dużo do zrobienia, za dużo się "żremy" z moją rodzicielką i ogólnie za duża presja na mnie zewsząd naciska. No i jak widzę któregoś z moich niegdysiejszych tymczasowych towarzyszy życiowej podróży, płci (nie)pięknej, w męczący dzień, ze znienawidzoną przeze mnie lafiryndą z mojego otoczenia. Niejednokrotnie wspomniana lafirynda się nią staje właśnie po tego typu spotkaniu, ale wtedy już nie ma co liczyć na życzliwość z mojej strony. I chyba nie powinno jej dziwić moje przeszywające, pełne żądzy mordu spojrzenie, skierowane w jej stronę zawsze, kiedy się pojawi w pobliżu. My kobiety, jesteśmy śmiertelnie zazdrosne.


W depresję też wpadam gdy widzę, że moje pochłanianie czekolady i siedzenie na czterech literach wcale nie poprawia wyglądu mojej sylwetki, a wręcz przeciwnie. Depresję u mnie wywołuje też widok nędzy i rozpaczy wśród ludzi. Widok "zakochanych par" - dziesięciolatków, dwunastolatków z papierosem, moich rówieśniczek w ciąży, oraz właścicieli jamniczek i innych psinek, które prowadzają swoje pupilki pod blok, pod okna i załatwiają ich potrzeby. I zatrważająco rzadko, którakolwiek z nich wie co to woreczek na psie kupki. Ich to nie dotyczy, oczywiście. Przejmujący jest dla mnie widok obojętności ludzi. Nie próbują, nie potrafią w żaden sposób pomóc komuś w potrzebie.  Nie mam na myśli cygańskich dzieci, które jak się przylepią do swojej ofiary to żebrają i gonią za nią przez pół miasta, aż nie dostaną tego, czego chcą. Myślę o ludziach, nawet takich zwykłych, których nagle spotkał jakiś drobny wypadek. Starsza pani się potknęła, innej się wysypały ziemniaki, jakiemuś studentowi rozsypały się notatki i w ogóle wszystko, a jakiejś turystce odpadły kółka od walizki, kiedy wsiadała do autobusu. Codzienność, ludzie. A chyba czasami sama zaślepiona własną depresją i nieszczęściem nie zauważam innych. Moje lekarstwo na tą depresję? Dobro, bo jak sobie samym czasami nie potrafimy pomóc, to chociaż możemy uszczęśliwić innych. No i w skrajnych przypadkach wredoty ludzkiej, która z premedytacją działa na naszą niekorzyść można się wspomóc zemstą, bo jak wiadomo, zemsta jest słodka. Ale to tylko suplement "terapii". Czasami trzeba pomóc karmie odegrać się na złych osobnikach. Ale ze mnie paskudna maruda, radzę ludziom się mścić... Wyjść z domu trzeba i rzygać tęczą, a nie płakać nad rozlanym mlekiem, życie pędzi do przodu, czasu nie da się cofnąć. Szczęśliwi ludzie nie rozpamiętują przeszłości.


6 komentarzy:

  1. Tyle tu różnych depresji, że mnie zdesperowałaś :D. Świetnie piszesz, na pewno masz w sobie to coś. Bardzo mi się podoba twój blog i będę tu częściej zaglądać. Zapraszam na http://passion-otaku.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. I na dodatek pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza, nic tylko załamać się...

    OdpowiedzUsuń
  3. super blog zapraszam na mojego http://alusia-tusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny, życiowy blog ;) Dodaje do obserwowanych i zapraszam do siebie http://patrycjaamilawska.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy blog , fajnie piszesz . Obserwuje cię i twój blog . Pozdrawiam cieplutko .
    http://mojmozg13.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Offffff mnie to w depresje wpędzają komentarze "fajny blog, zapraszam" >,<
    Mamy bardzo podobne powody wpadania w deprechę, ja ledwo z niej wyszłam. o ile wyszłam. wyszłam..? o.0

    OdpowiedzUsuń